“Głos ludzki” wg Kleczewskiej, czyli opera w wersji light dla mniej wymagających

Na wstępie muszę napisać, że chyba niemożliwe jest pójście do Teatru Wielkiego – Opera Narodowa w Warszawie na przedstawienie, które byłoby źle zrealizowane. Możemy dyskutować o jego wartościach artystycznych i o tym czy przekaz był spójny, ale duet Dąbrowski-Treliński, a właściwie tercet z Pastorem gwarantuje przedstawienia na wysokim poziomie, co wprawdzie niekoniecznie musi przekładać się na poziom artystyczny, ale pozostawia widza z poczuciem, że miał on szansę obcować z kulturą wyższą.

Czy już opera czy jeszcze teatr? – Głos Ludzki

W tegorocznym repertuarze Opery Narodowej zaintrygowało mnie przedstawienie „Głos ludzki” w reżyserii nie kogo innego jak Mai Kleczewskiej, ulubienicy warszawskich salonów, przedstawicielki współczesnego teatru, pretendującej do miana prowokatorki (?). Reżyserka powraca do Opery Narodowej po dość pozytywnie przyjętym przez krytyków “Sudden Rain” w 2010 roku.

Kleczewska jest jedną z niewielu reżyserek w Polsce obok Glinki czy Strzępki, której udało się przebić do szerszej świadomości wykraczającej poza krąg fanów teatru. Przyznaję jednak, że nalezę do grupy miłośników teatru, którzy mają dość duży dystans do artystki. Twórczość Kleczewskiej przypomina mi trochę filmy Małgorzaty Szumowskiej: wykorzystanie chwytliwego pomysłu i dobrze zapowiadającej się historii, zderzenie się z problemem na czasie, nierzadko próba szokowania widza, a jednak wszystko podane w dośc łopatologiczny sposób zgadzający się z obecnymi trendami i właściwie nie wykazujący do nich zbyt głębokiej refleksji oprócz piętnowania nietolerancji, pogoni za pieniądzem, konsumpcjonizmu itd.

W teatrze Kleczewskiej brakuje mi lekkości, niedomówień, umiejętności niejednoznacznego odczytywania pewnych zachowań, wzbijania się ponad utarte wzorce, prezentowania bardziej holistycznego podejścia i wyrafinowanego przekazu. Tegoroczne przedstawienie pomimo mojego sceptycyzmu okazało się jednak lepsze niż moje oczekiwania, choć niewolne od wspomnianych kwestii.

Głos Ludzki2

Ona i On

“Głos ludzki” to monodram Jeana Cocteau z 1930 roku, który posłużył w 1959 roku jako libretto opery autorstwa Francisa Poulenca pod tym samym tytułem. Ten jednoaktowy monodram dość długo czekał na realizację w Polsce. Zadania podjęła się dopiero Warszawska Opera Kameralna w 2011 roku. Adaptacja Kleczewskiej to kolejna inscenizacja tego dzieła. Ciekawe, że również Warlikowski zainspirował się tą historią i wystawił ją w Paryżu w 2015 roku.

Ona próbowała popełnić samobójstwo po rozstaniu z Nim. Burzliwy związek zakończył się, a On ma nową narzeczoną. Pewnego wieczoru zrozpaczona Ona wsiada w samochód i jedzie przed siebie. Dzwoni On. Co chwila coś przerywa rozmowę. Dochodzi do wypadku. Ona dzwoni do Niego po raz kolejny. Nadal słyszymy tylko Ją. Pojawiają się inne postacie, ale są one wybrykiem Jej wyobraźni, produktem powypadkowego szoku. Emocje są podkręcane coraz bardziej, na scenie pojawia się kostucha (?). Tempo spektaklu zaczyna przypominać filmowe ujęcia. Coś przecież musi się dziać na scenie (?). Nie można zostawić genialnej aktorki z samym tekstem, bo nie będzie w tym przecież nic nowatorskiego.

Dlatego też przedstawienie urozmaicane jest dodatkowo obrazem video z przejażdżki Jej przez miasto. Podobno to nawiązanie do filmu “Crash” Cronenberga. Nie do końca rozumiemy jednak ten zabieg i chyba należy potraktować go jako nic innego a urozmaicenie spektaklu.

Głos Ludzki

Opera w wersji light

Jacek Marczyński w recenzji dla Rzeczpospolitej napisał: “Teatr choruje na brak subtelności, finezji, chce widza atakować, a ta choroba przeniosła się i do opery. Kiedy więc Maja Kleczewska sięgnęła po monodram Francisa Poulenca <<Głos ludzki>>, na kameralnej scenie Opery Narodowej powstał krwawy spektakl.” Zgadzam się w pełni z tym, że nadaktywność reżyserki zabrała tej operze to co najważniejsze: skupienie, zabawę z tekstem i wyeksponowanie świetnej solistki (Joanna Woś).

Budowanie emocji poprzez tworzenie napięcia to nie poganianie artysty i próba wypełnienia spektaklu innymi elementami. Z drugiej strony, włączenie nowych technologii do spektaklu, choć nie zawsze niosące za sobą przekaz, tym razem nie kuło w oczy, nie było tanim trickiem, a jak już wspomniałam było elementem rozrywkowym. I tak chyba powinniśmy potraktować to przedstawienie jako operę light dla tych, których opera zwykle usypia. Polecam więc “Głos ludzki” wszystkim tym, dla których 3 godziny w operze, to za długo.

Teatr Wielki – repertuar

 

O Autorze

Kocham Teatr
Kocham Teatr 169 Post

Kocham Teatr to portal dedykowany wszystkim miłośnikom sztuk teatralnych. Znajdziesz u Nas najnowsze wiadomości, ciekawostki, recenzje, ranking, kalendarz wydarzeń i wiele więcej.

Ocena

ocena
3/5

3

Można zobaczyć
3
Podsumowanie

Jacek Marczyński w recenzji dla Rzeczpospolitej napisał: "Teatr choruje na brak subtelności, finezji, chce widza atakować, a ta choroba przeniosła się i do opery. Kiedy więc Maja Kleczewska sięgnęła po monodram Francisa Poulenca <<Głos ludzki>>, na kameralnej scenie Opery Narodowej powstał krwawy spektakl." Zgadzam się w pełni z tym, że nadaktywność reżyserki zabrała tej operze to co najważniejsze: skupienie, zabawę z tekstem i wyeksponowanie świetnej solistki (Joanna Woś).

Zobacz również:

Aktualności 0 komentarzy

Teatru Telewizji z cyklu KOBRA pt. “Kto zabił Świętego Mikołaja”

Adaptacja kryminalnej powieści Anglika Terence’a Feely’ego w reżyserii Anny Minkiewicz miała premierę w grudniu 1972 r. W wigilijny wieczór gwiazda telewizji londyńskiej oczekuje w domu przyjaciół z branży. Anonimowy list,

na co do teatru? 0 komentarzy

„Pięć ostatnich lat” – gorąca premiera w Teatrze ROMA!

Trwają przygotowania do zupełnie wyjątkowej premiery w Teatrze Muzycznym Roma. Na deskach Novej Sceny zobaczymy kameralny musical, która uwodzi piękną historią, przeplecioną wspaniałymi kompozycjami muzycznymi.

na co do teatru? 0 komentarzy

„Olenna” w Teatrze Studio

Tytuł „Oleanna” został zaczerpnięty z folkowej piosenki, która opowiada o utopijnej wizji pewnego Norwega, który chciał stworzyć w Pensylwanii idealne społeczeństwo. Na nazwę założonej przez niego kolonii składało się imię jego (Ole) oraz jego małżonki (Anna).

0 komentarzy

Bądź pierwszy i !

skomentuj tutaj!