Jan Klata – wzniecanie pyłu na scenie

Słuchacz głośnej muzyki. Jedyny teatralny reżyser z irokezem. Preferuje mundur, glany i zwykłe koszulki. Buntownik, rewolucjonista polskiego teatru. Od lat wzbudza ambiwalentne emocje wśród teatralnych widzów. Szokuje kontrowersyjnymi wizjami.

 Początki Jana Klaty

Jan Klata zapoczątkował swoją artystyczną drogę jeszcze na studiach reżyserskich, które rozpoczął w Warszawie, a potem kontynuował w Krakowie. Doświadczenia nabrał, asystując Jerzemu Grzegorzewskiemu, Jerzemu Jarockiemu czy Krystianowi Lupie. W końcu przyszedł czas na jego samodzielną realizację na zawodowej scenie. Zadebiutował w 2003 roku „Rewizorem” Mikołaja Gogola, który to spektakl wystawił w Teatrze im. Szaniawskiego w Wałbrzychu. Miesiąc później w Teatrze Polskim we Wrocławiu wystawił drugą swoją sztukę pt. „Uśmiech Grejpruta” wg własnego tekstu.

Mocny i klarowny debiut Klaty i wyraźne stanowisko ideowe przetarło drogę trzeciej fali zmian w polskim teatrze. Jan Klata rozpoczął kolejną falę rewolucji w ramach nowego polskiego teatru. Jego sztuka jest reakcją na dekadentyzm Jarzyny i Warlikowskiego i niezgodą na niechęć wypowiadania się na tematy polskie. Jego teatr prezentuje nowe podejście, jest „robiony w sprawie”, ma odwagę wypowiedzieć się na tematy nie tylko artystyczne czy ogólnoludzkie. Jego dzieła są niezgodą na rzeczywistość. – Na początku jest bunt – mówił reżyser w 2003 roku w „Słowie Polskim”. – Sprzeciw wobec zakłamanej rzeczywistości. Wobec tych wszystkich supermarketów, przecen, promocji i ‘Las Ketchup’, ‘Tatu’, wobec bzdury i fałszu. A młodzi ludzie mają świeżość spojrzenia, czasami desperacką, czasem gniewną i złośliwą, ale to jest świeże, wartościowe. (…) Za tym gniewem z jednej strony kryje się rozpacz, smutek, żal, a z drugiej strony duża energia, żeby coś zmienić.

 Teatr „w sprawie”

W jednym z wywiadów dla „Dużego Formatu” Jan Klata powiedział, że „teatr jest po to, żeby wzniecać pył”. Dlatego reżyser robi to, co uważa za stosowne. To, co żywnie mu się podoba. I odnosi sukcesy niezależnie od tego, czy w sienkiewiczowskiej „Trylogii” rozprawia się z polskim mitem oddania za sprawę, w „Utworze o Matce i Ojczyźnie” z narodowo-polskim cierpiętnictwem, w „Witaj/Żegnaj” poddaje widza próbie spotkania z kakofonią dźwięków i obrazów. Budzi kontrowersje, ale środowisko docenia jego artyzm.

Reżyser ma również przeciwników w kręgach niekoniecznie związanych z teatrem. W listopadzie 2015 roku na spektaklu „Do Damaszku” grupa kilkunastu osób związanych ze środowiskami prawicowymi, widząc Krzysztofa Globisza, kopulującego ze scenografią, wzniosła larum, krzycząc: „Wstyd! Hańba! Dość! To jest Teatr Narodowy!”. Klata nie pozostał im dłużny i odpowiedział: „Wynoście się!”. Sprzeciw środowisk prawicowych spowodował, że Sejmik Województwa Małopolskiego wydał rezolucję, w której zaapelował, by „środki publiczne nie stanowiły podstawy do finansowania rzekomo artystycznych eksperymentów, które w rzeczywistości wymierzone są w poczucie przyzwoitości, normy etyczne i normy współżycia społecznego”. Czy Klata jest reżyserem kontrowersyjnym? Twierdzi, że tak, ale „wcale nie własne życzenie”.

Punkowy terrorysta dyrektorem

W 2006 roku otrzymał Paszport „Polityki” „za odważne odczytanie klasyki, za pasję i upór, z jakim diagnozuje stan polskiej rzeczywistości i bada siłę narodowych mitów”. Dwa lata później dostał nagrodę im. Konrada Swinarskiego dla najlepszego reżysera sezonu za „Sprawę Dantona” realizowaną w Teatrze Polskim we Wrocławiu. Sukces gonił sukces. W końcu zaproponowano mu objęcie pracy na stanowisku dyrektora Starego Teatru w Krakowie. Zdaniem reżysera Krystiana Lupy, Jan Klata zupełnie nie nadaje się do tej roli. Lupa skwitował to w „Newsweeku” bardzo krótko, ale dobitnie, oddając tym samym obraz Klaty jako reżysera: „Jego wypowiedzi wydają się nazbyt demagogiczne, nazbyt plakatowe, nie jest to dyskusja, to jest narzucanie. To tkwi głęboko w charakterze twórczym i osobistym Klaty. Jest on ekstremalnie nastawiony na swoje widzenie i swoją karierę, nie podejmuje dyskusji, działa naciskowo, by nie powiedzieć terrorystycznie. Dopóki jest się reżyserem, można takim być. Taki był Kantor i nie powiedziałbym, że Kantor byłby dobrym kandydatem na dyrektora teatru… zwłaszcza Starego Teatru…”.

Polityka i muzyka

Teatr Jana Klaty dla niektórych krytyków jest na wskroś polityczny. Jego spektakle traktują o polskości, wyrastają z krytyki sfer ekonomicznych, historycznych i obyczajowych. Niejednokrotnie  wpisując w kontekst wybranej podstawy literackiej, poddaje te tematy gruntownej analizie. Mimo że sztuka porusza tego rodzaju tematykę, Klata daleki jest od uprawiania prostej publicystyki czy agitowania na rzecz określonych postaw. Stawia pytania, ale to widz musi sobie odpowiedzieć na nie sam. Dla wielu komentatorów, którzy przypisują mu „orientację lewicową”, to że Klata jawnie deklaruje swoje przywiązanie do tradycji chrześcijańskiej, jest nie do przyjęcia. – W moich spektaklach – powiedział w jednym z wywiadów – wartości chrześcijańskie występują jako pewna droga, na którą bohaterowie albo nie chcą wstąpić, albo (…) wstępują, ale okazuje się, że błądzą. Wartości chrześcijańskie to dla mnie ważny układ odniesienia, rodzaj Wielkiego Wozu.

Klata to reżyser, który nie boi się łączyć kultury wysokiej i trudnych tematów swoich przedstawień z popkulturą. Ryzykuje ten mariaż, bawiąc się popkulturową formą, występując z pozycji wirtuoza, znawcy, ale także wytrawnego obserwatora. Na jego teatr można spojrzeć z perspektywy muzyki, bo odgrywa ona u Klaty bardzo ważną rolę. Sceny tworzone są przy współudziale piosenek, które znamy i lubimy. Hamlet i Horacjusz grają w golfa przy „Seven Nation Army” The White Stripes („H.”), Apollo objawia się pod postacią Robbiego Williamsa („Oresteja”), drużyna Dantona wygrywa na mechanicznych piłach melodię Marsylianki („Sprawa Dantona”). Czasem muzyka służy przywołaniu epoki. W PRL-owskim „Rewizorze” powracają hity lat siedemdziesiątych takich wykonawców jak Boney M, Demis Roussos, ale nie brakuje też polskich Filipinek, Janusza Laskowskiego z „Kolorowymi jarmarkami”, czy wielkiego przeboju Jerzego Połomskiego „Cała sala śpiewa z nami”. Pojawia się też muzyka rockowa – w „Transferze” wybrzmiewają dźwięki Joy Division, w „Sprawie Dantona” Placebo i wiele innych znanych i lubianych wykonawców. Wykorzystywana przez Klatę muzyka w spektaklu, pełni rolę nie tyle znaczeniową, co emocjonalną.

Jan Klata, mimo że budzi tyle kontrowersji, wyrasta powoli na klasyka. Pozostaje przy tym wierny swoim poglądom i wypracowanemu przez lata wizerunkowi. Z pewnością nie raz jeszcze zaskoczy widzów.

O Autorze

Kocham Teatr.pl
Kocham Teatr.pl 42 Post

Kocham Teatr to portal dedykowany wszystkim miłośnikom sztuk teatralnych. Znajdziesz u Nas najnowsze wiadomości, ciekawostki, recenzje spektakli, ranking, kalendarz wydarzeń i wiele wiele więcej. Zapraszamy!

Zobacz również:

Ciekawostki 0 komentarzy

Jaki jest Mickiewicz w roku 2016? – dyskusja w Narodowym

„Czym śpiewak dla ludzi?”. Mickiewicz i wiek XXI. Polski romantyzm to nie tylko epoka literacka, inspirująca kolejne pokolenia twórców i badaczy – to także zbiór wyobrażeń określających nasz stosunek do

na co do teatru? 0 komentarzy

Kompleks Portnoya – wciąga i zachwyca!

Kompleks Portnoya – Sztuka jest na tyle wciągająca, aktorzy przekonujący a całość tak dobrze zrealizowana, że nie jest to zmarnowany czas.

na co do teatru? 0 komentarzy

„Król Edyp” w Teatrze Dramatycznym

Imię tytułowego bohatera tragedii Król Edyp oznacza człowieka o nabrzmiałych stopach i ściśle wiąże się z delficką przepowiednią, głoszącą, iż zabije on ojca i poślubi własną matkę. W inscenizacji Króla Edypa Jakuba Krofty akcja tragedii zostaje przeniesiona w XXI wiek.

0 komentarzy

Bądź pierwszy i !

skomentuj tutaj!