Czy spektakl Efekt to już komedia romantyczna czy jeszcze sztuka o depresji?

[Przed przeczytaniem recenzji skontaktuj się z lekarzem lub farmaceutą….

Mózg – niewiele ponad 1 kilogram tłustej galarety – czy to wszystko kim jesteśmy?

Efekt może i nie jest najlepszym spektaklem Agnieszki Glińskiej i strzelam, że z uwagi na niewielką dozę filozofowania, a także brak scen rozbieranych, pewnie nie przyciągnie uwagi warszawskiego salonu, ale… proponuję się nad nim pochylić, bo reżyserce udało się jedno: nienarzucenie  widzowi swojego poglądu jako jedynego słusznego i pozostawienie wolnej przestrzeni do interpretacji. A to już dużo, bo dzięki temu możemy rozmawiać. Forma sztuki nie przerasta jej treści, a reżyseria Glińskiej jest nieprzesadzona i nienachlana.

Efekt Teatr Studio - fot. Krzysztof Bieliński

Efekt Teatr Studio – fot. Krzysztof Bieliński

Czy Efekt to już komedia romantyczna czy jeszcze sztuka o depresji?

No właśnie. Efekt (sztuka Lucy Prebble) to historia bardzo na czasie. Słowo klucz to depresja, a konkretnie próba znalezienia na nią recepty. Naukowcy z pewnego koncernu farmaceutycznego prowadzą badania nad nową generacją leków antydepresyjnych na grupie ochotników zamkniętych na czas obserwacji w klinice. Wśród pacjentów jest Maja (trochę sztucznie spontaniczna Agnieszka Pawełkiewicz) i Tristan (poprawny Łukasz Simlat) , którzy między kolejnymi dawkami leku zakochują się w sobie. Z jednej strony mamy problem depresji jako choroby cywilizacyjnej XXI wieku, a z drugiej klasyczne love story. Narzędziem wykorzystanym w spektaklu Efekt do analizy problemu depresji jest przedstawienie historii miłości i dylematu przed jakim stają bohaterowie: czy to co czuję to miłość? Czy może efekt przyjmowanych leków? Jedno z bohaterów jest na placebo, więc żadne nie może być pewne ani swoich ani partnera uczuć.

Czy to już historia miłości czy też jeszcze refleksja nad ważnymi kwestiami etyczno- biologicznymi?

Lekarze w Efekcie (nie Ci z Leśnej Góry) dążą do udowodnienia, że antydepresanty wpływają na poprawę kondycji psychicznej pacjentów. Nie chcąc widzieć ich efektów ubocznych, skupiają się na czysto fizjologicznych reakcjach badanych. Prowadzi to do pytania jak daleko można się posunąć w poszukiwaniu panaceum i czy aby na pewno cel uświęca środki? Ciekawym zabiegiem jest podzielenie sztuki Efekt na sześć części odmierzanych dawkami leków przyjmowanymi przez pacjentów.  Mamy więc spory o naukowy cel badania, o jego etyczny wymiar, a rytm sztuki wyznaczany jest przyjmowanymi dawkami. Prebble próbuje stawiać ważne pytania: czy smutek powinno leczyć się chemicznie? Czy postępując tak nie pozbawiamy się przeżywania naszych emocji? Czy walka z objawami choroby (a nie przyczynami) nie skutkuje przypadkiem tłamszeniem naszych naturalnych odruchów?

Efekt Teatr Studio - fot. Krzysztof Bieliński

Efekt Teatr Studio – fot. Krzysztof Bieliński

Czy depresja to choroba, która się po prostu „przytrafia” czy manipulując poziomami substancji chemicznych jesteśmy w stanie wpływać na nasz stan psychiczny?

Wiele kwestii w kontekście tego jak działają nasz mózg i emocje oraz co na nie wpływa pozostaje nadal nieodgadniona. Lekarka Lorna (złożona postać umiejętnie poprowadzona przez Dominikę Ostałowska) twierdzi, że antydepresanty to największe oszustwo medycyny, ponieważ nie ma jednoznacznej przyczyny depresji mimo sugerowanych pytań: „Depresja? – Matka czy ojciec?”. Co gorsza wpływ leków zaczyna podkopywać umiejętność odczytywania swoich emocji przez pacjentów. Bohaterowie „Efektu” przestali wiedzieć czy to co robią, robią gdyż to czują czy działają tak pod wpływem leków.  Wydawałoby się, że Glińska w swojej sztuce stawia pytania o kondycję zdrowia psychicznego człowieka, o to jak daleko posuną się badania naukowe i jak w jakim stopniu możemy im ufać. Ale pod tym wszystkim ukryte jest jedno nurtujące pytanie…

Czy miłość istnieje?

Według niezależnej i trochę cynicznej Mai miłość to chwilowe zaślepienie, które szybko mija. Twierdzi, że każdy może napisać na piasku „Kocham Cię”, ale prędzej czy później napis zostanie zmyty i nie przetrwa, a bohaterowie innego romansu, filmu „Speed”, Sandra Bullock i Keanu Reeves,  mogliby ironicznie powiedzieć, że to co ich

Efekt Teatr Studio - fot. Krzysztof Bieliński

Efekt Teatr Studio – fot. Krzysztof Bieliński

połączyło to tak właściwie… autobus. Ciekawą tezą jest twierdzenie, że medycyna wydłużając nasze życie rzuca nam wyzwanie, bo i małżeństwa muszą trwać dłużej…  Glińska ucieka jednak od moralizowania. Tu pojawia się przestrzeń, o której wspomniałam na początku. Reżyserka pozostawia nam wybór: problemy możemy leczyć tabletkami chroniąc się przed cierpieniem albo możemy dążyć do konfrontacji z przeżywaniem czegoś autentycznego.  To drugie wymaga jednak holistycznego podejścia do życia, a nie próby dzielenia go na fragmenty odmierzane dawkami. Po wyjściu z teatru zaczęłam myśleć o tych wszystkich wymówkach, którymi posługujemy się, żeby nie musieć. Żeby nie musieć walczyć ze sobą. Żeby nie musieć pracować nad sobą. Żeby nie oddać za dużo drugiej osobie. Żeby nie czuć tej niepewności, która przecież jest nie do uniknięcia, bo nikt nie czyta drugiej osoby bezbłędnie. Czy wreszcie, żeby nie kochać. I o tym jak często błędnie odczytując swoje uczucia, czy też dawkując sobie różne emocje przestajemy sami siebie rozumieć i zapędzamy się w kozi róg.

…gdyż każdy lek niewłaściwie stosowany zagraża Twojemu życiu lub zdrowiu”] 

 Spektakl Efekt – kup bilet

Uwaga! Aktorzy korzystają z mikroportów (konia z rzędem temu kto mi powie dlaczego ktoś krzywdzi artystów na tak małej przestrzeni jaką jest scena Teatru Studio).

 

Spektakl Efekt - Teatr StudioReviewed by KochamTeatr.pl on.Efekt może i nie jest najlepszym spektaklem Agnieszki Glińskiej i strzelam, że z uwagi na niewielką dozę filozofowania, a także brak scen rozbieranych, pewnie nie przyciągnie uwagi warszawskiego salonu, ale… proponuję się nad nim pochylić, bo reżyserce udało się jedno: nienarzucenie widzowi swojego poglądu jako jedynego słusznego i pozostawienie wolnej przestrzeni do interpretacji. A to już dużo, bo dzięki temu możemy rozmawiać. Forma sztuki nie przerasta jej treści, a reżyseria Glińskiej jest nieprzesadzona i nienachlana. Rating: 5

O Autorze

Ocena

Ocena
4.5/5

4.5

Warto się wybrać
4.5
Podsumowanie

Po wyjściu z teatru zaczęłam myśleć o tych wszystkich wymówkach, którymi posługujemy się, żeby nie musieć. Żeby nie musieć walczyć ze sobą. Żeby nie musieć pracować nad sobą. Żeby nie oddać za dużo drugiej osobie. Żeby nie czuć tej niepewności, która przecież jest nie do uniknięcia, bo nikt nie czyta drugiej osoby bezbłędnie. Czy wreszcie, żeby nie kochać. I o tym jak często błędnie odczytując swoje uczucia, czy też dawkując sobie różne emocje przestajemy sami siebie rozumieć i zapędzamy się w kozi róg.

Zobacz również:

na co do teatru? 6 komentarze

Frywolny Fredro, czyli o damach i huzarach słów kilka

Teatr Rampa, „Nie uchodzi, nie uchodzi, czyli damy i huzary” Co może się stać, gdy do pięciu starszych, zaprzysięgłych kawalerów i jednego młodszego, zawita siedem dam? I to nie młodziutkich,

na co do teatru? 0 komentarzy

Wkrótce wyjątkowa premiera w MOS

In Dreams Begin Responsibilities [zobowiązania rozpoczynają się w snach] to najnowszy spektakl-instalacja w reżyserii Magdy Szpecht oparty na opowiadaniu Delmore’a Schwartza. To wyjątkowy projekt rozpisany na czwórkę aktorów, muzyków i widzów swobodnie przemieszczających się w teatralnej przestrzeni.

Recenzje 0 komentarzy

“Broniewski” na nowo w Teatrze Wybrzeże

Do jednych z najlepszych spektakli tego sezonu w Teatrze Wybrzeże zalicza się Broniewskiego. Sztuka Radosława Paczocha oparta na życiorysie poety budzi sporo emocji. Broniewski z czasów szkolnych głównie kojarzy się

0 komentarzy

Bądź pierwszy i !

skomentuj tutaj!