Posadzimy sobie nowy sad…

„Wiśniowy sad”, reż Agnieszka Glińska

Dla bohaterów dramatu Czechowa odcięcie się od wspomnień, własnych doświadczeń, pozostawienie w tyle przeszłości i akceptacja nowego porządku okazały się trudne i bolesne. Wiśniowy sad stał się dla nich bezpieczną przystanią i przedmiotem niewyobrażalnej tęsknoty. Czy jednak Czechow nie drwi nieco z ludzkich sentymentów i ograniczeń? Warto zastanowić się, co miał na myśli autor, gdyż to jemu głos oddaje Agnieszka Glińska w klasycznej i wyważonej interpretacji słynnej sztuki.

Niedojdy

Pani Raniewska (Monika Krzywkowska) wraz z rodziną wraca do Rosji po długim pobycie w Paryżu. Okazuje się jednak, że jej majątek podupada i tylko drastyczne kroki, jak wycięcie sadu, parcelacja i sprzedaż działek, mogą uratować właścicielkę od bankructwa. Posiadłością troskliwie zarządza pan Łopachin (Łukasz Lewandowski), syn pańszczyźnianego chłopa, któremu dzięki uprzejmości Raniewskiej udało się odbić od dna i awansować w społecznej hierarchii. Wydaje się, że każdego z mieszkańców tego domu uwiera jego własne życie – nikt nie może się pogodzić, czy to z własną przeszłością, czy to z brakiem pieniędzy, bolesną stratą bliskiej osoby, żądzą władzy i porządku, czy pragnieniem sprawiedliwości.

Wiśnowy Sad

Co więcej, bohaterowie dogryzają sobie wzajemnie, nazywając się „niedojdami”; usiłują podstawić kłodę pod nogę bliźniego, by samemu poczuć się lepiej. Jest jednak coś co łączy wszystkich – skłonność do oszukiwania samych siebie i osamotnienie.

Oczekując werdyktu w sprawie majątku pani Raniewska urządza przyjęcie. Glińska na przemian porywa widza tańcem, by za chwilę uśpić go rozmową. Wszyscy bohaterowie w alkoholowym upojeniu snują się po scenie, zapominają się w tańcu, zwierzają się ze swych trosk, jednocześnie nie słuchając się wzajemnie. Szarlotta, grana znakomicie przez Joannę Szczepkowską, czaruje widzów nie tylko przez swoje magiczne sztuczki, ale również przez mglistą historię swojej młodości.

Narzeka na samotność, jednak gdy ma szansę porozmawiać z kimś – oddala się. Motyw otępiającej i ogłuszającej jakby zabawy przywodzi na myśl podobieństwo z „Weselem” Wyspiańskiego. W nastrój wprowadza widownię odpowiednia gra świateł i muzyka w tle. Bohaterowie trzeźwieją w momencie, gdy dowiadują się, co stanie się z wiśniowym sadem.

Z kogo śmieje się Czechow?

„Wiśniowy sad” formalnie jest komedią, choć wrażenie po wyjściu z teatru jest zgoła odmienne. Sztuka to bowiem przejmująca i smutna. Kto zna choć trochę literaturę rosyjską, poznał również literacki zabieg przedstawienia treści trudnych i przygnębiających w oprawie żartobliwej. Z politowaniem patrzymy na przedstawicieli starej arystokracji, ich pasywność, oporność wobec zmian. Stary lokaj pani Raniewskiej (Stanisław Brudny) utknął w swojej roli, nie może przeboleć tego, że Łopachin obnosi się jak równy, gdy jego dziad i ojciec nie byli nawet wpuszczani na pokoje.

Wiśnowy Sad

Inni nie mogą znieść, że minęły czasy prosperity, młodsze pokolenie, reprezentowane przez Anię (Agnieszka Pawełkiewicz), Warię (Natalia Rybicka), czy Jaszę (Marcin Januszkiewicz), szuka desperacko własnych rozwiązań. Czechow przedstawia je jako grupę ludzi zagubionych i nie udziela jednoznacznych odpowiedzi na ich pytania i wątpliwości. Łopachin, jako znak nowych czasów, jest koniecznością, ale pomimo swoich cnót, takich jak pracowitość, lojalność, czy zaradność, schodzi ze sceny jako postać raczej nielubiana. Zdaje się, że Czechow drwiąc bezlitośnie z rodziny i przyjaciół pani Raniewskiej, sam uronił łzę nad wiśniowym sadem.

Zachowawczość, czy przeciętność?

Można cenić lub nie tradycyjne interpretacje znanych dzieł dramatycznych. Teatr jest plastyczny sam w sobie i szuka nowych rozwiązań, a także, w przypadku starych (lub ładniej: klasycznych) dzieł, odniesień do świata współczesnego. Są jednak dramatopisarze tak doskonali, że słowem pisanym poprzez wyrazistych bohaterów, trafne dialogi i starannie wyreżyserowane sytuacje kreują każdy detal odtwarzany później na scenie. Agnieszka Glińska uszanowała biegłość i talent Antoniego Czechowa i nie przyćmiła treści (jakże bogatej i ważnej!) formą.

Wiśnowy Sad

Dlatego wszelkie zarzuty o brak wizji czy pomysłu na realizację tego spektaklu wydają mi się bezpodstawne. Gra aktorów od początku do końca jest zespołowa, nie ma miejsca dla jednej błyszczącej gwiazdy. Obsada jest dobra i, można powiedzieć, fachowa. Widz, który spodziewa się aktorskiej wirtuozerii wyrażonej w dramatycznych monologach, może wyjść rozczarowany. Jeśli nie dla samej sztuki, należy wybrać się na spektakl, by zapoznać się z ekipą Teatru Studio, która jest niekiedy jak powiew świeżego powietrza na polskiej scenie teatralnej.

O Autorze

Zobacz również:

na co do teatru? 0 komentarzy

Niezwykła premiera – Kolacja na cztery ręce

Aromat świeżych warzyw i owoców, pachnąca zupa grzybowa oraz najbardziej wyszukane gatunki owoców morza – barokowy przepych „Kolacji na cztery ręce” może oszałamiać. Do stołu, a właściwie do fortepianu zasiada

Wydarzenia 0 komentarzy

Festiwal Oper Barokowych Dramma per Musica

Czwartego września w Warszawie rozpocznie się pierwszy festiwal Oper Barokowych Dramma per Musica, pod czas którego odbędzie się 19 wydarzeń muzycznych i wystąpi ponad 100 atystów w tym 40 wokalistów.

Recenzje 0 komentarzy

Spektakl “Proszę słonia” – Teatr Andersa w Lublinie

14 marca w lubelskim Teatrze im. Hansa Christiana Andersena miała miejsce premiera spektaklu „Proszę słonia”. Bajka została wyreżyserowana przez Arkadiusza Klucznika, który tym razem zdecydował się wykorzystać znany utwór Jerzego

0 komentarzy

Bądź pierwszy i !

skomentuj tutaj!